Aktualności

06.01.2018r.
Wciąż żyję.
Szok. Ta, wiem.
Oxymora
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 października 2014

D - Empata

                Najpierw poczuł pustkę. Dziwny ciężar opadający na serce, kompletną rezygnację połączoną z jakimś osobliwym rodzajem rozpaczy. Takim, który chwyta za gardło, tworzy poczucie łez zbierających się gdzieś w głębi oczu, ale mimo wszystko przytłumionym, niezdolnym do opanowania człowieka bez reszty. Jak prolog do znanego już dramatu, mętne wspomnienie dawnych smutków.
                Później usłyszał głos, w kółko to samo zdanie.
                Nie byłam gotowa… Nie byłam gotowa… Nie byłam…
                Na początku brzmiało jak szept, nienarzucający się, w sumie nie do końca jeszcze świadomy swojego znaczenia. Później zaczęło nabierać emocji — najpierw niedowierzanie, zdezorientowanie, przez melancholię, by skończyć jako głośny, pełen wyrzutu szloch.
                Nie byłam gotowa!
                Dobra, wystarczy. Wszedł do sąsiedniego pokoju, gdzie zastał dziewczynę skuloną na łóżku z pustym wzrokiem wbitym w ścianę. Niedaleko krawędzi mebla, tak, że nastolatka była zwrócona do niej plecami, leżała książka.

                — Było jeszcze tyle stron… — mruknęła w przestrzeń. — Skończyła się pięćdziesiąt stron wcześniej… A następnego tomu jeszcze nie wydali…

~*~
Tak, cóż, wczoraj skończyłam Dom Hadesa. Szczerze, nie wiem, jak wielki jest mój fart, że Krew Olimpu wychodzi już za niecałe dwa tygodnie. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała czekać kilka miesięcy.
A co do samego drabble'a...
Ma 150 słów, więc to raczej 1,5 drabble, ale nic tam.
W każdym razie delikatnie to chyba zahacza o fantastykę, bo o ile empaci istnieją, to raczej nie czują aż tak dokładnie, a tym bardziej nie czytają myśli. Ja przyjęłam, że narrator ma za sobą trochę ćwiczeń, dzięki którym odbiera aż takie bodźce. Whateva, tak naprawdę to nie ma większego znaczenia.

piątek, 14 lutego 2014

D - Uświadomienie

                Zaczęło się niewinnie — od oglądania się za kobietami na ulicach. To jeszcze wcale nie musiało nic znaczyć — coś przykuło uwagę, była specyficznie ubrana, miała ciekawą torebkę… Potem jednak pojawiały się kolejne symptomy. Przełomem było chyba zapatrzenie się w biust koleżanki. I myśli. Niekoniecznie brudne, chociaż te też. Ale też bardziej romantyczne — wspólne mieszkanie, śniadania do łóżka, róże i inne sprawy powszechnie uważane za domenę zakochanych. Nie dotyczyły nikogo konkretnego, po prostu kobiet ogółem. Czy stały związek z kobietą był w ogóle możliwy?
                Z początku była nadzieja, że może nie jest to całkowicie nieodwołalne, że może zwyczajnie jest bi, ale po jakimś czasie i to zniknęło. Faceci byli tylko kolegami, przyjaciółmi, nikim więcej. To, co mieli w spodniach, nie było ani trochę tak podniecające jak to, co skrywały bluzki koleżanek.

                W zasadzie to nawet pogodził się z faktem, że był hetero.
~*~
Wow, od ostatniego posta minął ledwie tydzień, a ja już dodaję kolejny - jestem z siebie dumna! ^.^

piątek, 7 lutego 2014

[D]rabble - "Nie daj mi odejść"

Zatrzymaj mnie, nie daj mi odejść
Zapomnę cię — nie będzie już nic […]
Jutro już nikt, a dziś jeszcze my
IRA — Nie daj mi odejść

                Miłość — dzielone ze sobą chwile radości i smutku, wzajemne uczucie docenienia i spełnienia. Jej delikatne ręce — raz zimne, raz ciepłe, czasem spocone. (Zawsze kiedy zdawała sobie sprawę z tego ostatniego, szybko wycierała dłonie o spodnie.) Choć od samego początku wiedzieli, że to kiedyś się skończy, byli razem szczęśliwi. Żyli chwilą, starali się nie myśleć o przyszłości. Ale po jakimś czasie zaczęła spoglądać na niego ze smutkiem. Szybko starał się odciągać ją od czarnych myśli, ale nie mógł powstrzymać nieuniknionego — powoli zbliżali się do końca. Żadne z nich tego nie chciało, ale on nie mógł nic zrobić, a ona nie miała wyboru…

                Ostatnie słowo. Pożegnanie. Pogładziła go delikatnie na zakończenie, po czym westchnęła i odłożyła go na półkę obok innych książek.

~*~
Oj, dawno tu nie pisałam, ale mam nadzieję, że się jakoś za bardzo nikt nie stęsknił? ;>
Praktycznie jest to moje pierwsze drabble i jestem dumna, bo bez żadnej koniecznej korekty wyszło mi równo 120 słów (bez cytatu) ^.^
Chyba nie muszę mówić, co zainspirowało mnie do napisania tego tekstu, prawda? xD Warto jednak wspomnieć, że oprócz piosenki do powstania tego tworu przyczynił się Kłamca Jakuba Ćwieka, który trzyma mnie tak mocno, że dzień po skończeniu serii na nowo zaczęłam czytać pierwszą część. No cóż powiedzieć... Ups...? xD

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Ratuj się, kto może!

Fandom: Harry Potter

                Ron, Ginny i Hermiona spacerowali po Pokątnej, rozglądając się za swoim przyjacielem.
                — Dziwne… — stwierdziła ruda. — Powiedział, że tu będzie…
                Nagle, jakby na zawołanie zza zakrętu wyłowił się zziajany Harry Potter.
                — Hermiona! — krzyknął z daleka. — Ratuj się!
                — O co… — Dziewczyna nie zdążyła skończyć pytania, bo Wybraniec złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.
                — To znowu one! — zawołał tylko, nawet się nie zatrzymując. W tym momencie, zza tego samego zakrętu, zza którego wybiegł Złoty Chłopiec, wyłonił się tłum krzyczący coś nieskładnie. Granger wystarczyło jedno spojrzenie za siebie, by zacząć biec, ile sił w nogach. I bardzo możliwe, że dwójce przyjaciół udałoby się zbiec, gdyby z naprzeciwka nie wyskoczyła na nich kolejna grupa ludzi. Uciekinierzy zatrzymali się gwałtownie i zaczęli rozglądać dookoła jak zwierzęta w potrzasku. Już po kilku sekundach dopadli do nich ich oprawcy. Były to głównie około szesnastoletnie dziewczyny, jednak dało się dostrzec także wiele starszych kobiet. Otoczyły Harry'ego i Hermionę ciasnym kołem i zaczęły ich szarpać, każda w swoją stronę.
                — MIONA POWINNA BYĆ Z DRACO! — wrzasnęła jedna, która akurat złapała brązowooką i pociągnęła do siebie.
                — NIEPRAWDA! TO HARRY LEPIEJ PASUJE DO DRACONA! — krzyknęła druga, maltretując Pottera. Po chwili dwójka czarodziejów została jednak wyrwana z ich rąk i popchnięta w swoją stronę.
                — NIE, BO ONI POWINNI BYĆ ZE SOBĄ NAWZAJEM! — wydarły się naraz dwa głosy.
                — BZDURA! — rozległ się sprzeciw. — HERMIONA PASUJE DO SEVA, PRAWDA, MIONA?!
                — NIE! SEV POWINIEN BYĆ Z HARRYM!
                — OGŁUPŁAŚ?! SEV JEST HETERO, PASUJE DO MIONY! A HARRY TAK NAPRAWDĘ KOCHA VOLDEMORTA!
                Słysząc ostatnie słowo, Harry wzdrygnął się i spróbował jak najbardziej oddalić od osoby, która to krzyknęła.

                — IDIOTKI! MIONA PASUJE DO MALFOYA, ALE LUCJUSZA!
                Tym razem to Granger się wzdrygnęła.
                — DOBRE SOBIE! HERMIONA TAK NAPRAWDĘ JEST CÓRKĄ VOLDEMORTA I KOCHA DRACO!
                — DOKŁADNIE! I POMAGA OJCU ZABIĆ POTTERA!
                — NIE MA MOWY! ONA KOCHA HARRY'EGO, NIE CHCE GO ZABIĆ!
                — NIE! HARRY JEST Z SEVERUSEM!
                — PRZESTAŃCIE, TO OBRZYDLIWE! — krzyknęła nagle jedna z dziewczyn. Harry i Hermiona spojrzeli na nią z nadzieją, jednak po chwili miny im zrzedły. — HARRY JEST SYNEM SNAPE'A, A NIE JEGO PARĄ!
                Ron i Ginny stali kawałek dalej z założonymi na piersiach rękami, patrząc groźnie na tłum otaczający ich drugie połówki.

                — Ech, te shipperki… — westchnął ciężko chłopak.
~*~
Tak, to zapychacz. Tak, nudziło mi się. Nie, nie miałam na celu obrazić niczyich przekonań fandomowych i shipperskich. Nie, nie mam nic lepszego do roboty w ostatnie dni wakacji.
ENJOY :D

piątek, 9 sierpnia 2013

LE (Literatura Eksperymentalna)- Logika znudzonego, czyli dlaczego nie należy zostawiać nas samych na dłuższy czas.

   W życiu bywają takie momenty, gdy człowiek nie jest do końca pewien, co też powinien robić ze swoim życiem. Zapada w stan błogiego Nic Nierobienia i na dłuższą chwilę dezaktywuje wszelkie odpowiedzialne za Pożyteczność układy. Procesy Twórczości wsiadają w  pierwszy lepszy samolot, osiadają na jakiejś zagranicznej plaży i dają do zrozumienia, że nie ruszą się stamtąd, choćby nie wiem jak błagano.  Chęci, choćby te najlepsze, stają się bezradne, gdy Inicjatywa pakuje walizki  oraz kupuje bilet na rozklekotany pociąg. Wena czmycha nad jakieś jezioro, Pomysły zaszywają się w górach i zdawać by się mogło, że tylko Lenistwo ma w sobie trochę empatii, więc lojalnie pozostaje w domu.
Słowem: Wakacje.
  Zdarzają się jednak takie przypadki, gdy przypadkowo wpadnie się na coś całkowicie przypadkowego. Przykładem takiego przypadku, może być na przykład  oczekiwanie na kogoś, siedząc na huśtawce. Ot, dwuosobowej, drewnianej huśtawce. I tak czeka się  z kimś na kogoś. I w życiu by się nie pomyślało, co może z tego wyjść.

Piegus: *podniesiona na huśtawce* Czuję się taka wysoka... 
Niebieski T-Shirt: Ta, zaraz ci przyjdzie taki dwumetrowy Sherlock i już nie będziesz taka wielka...
Piegus: To wtedy wejdę na drzewo i powiem mu, że jestem od niego wyższa, a on mi powie, że nie jestem od niego wyższa, a ja mu na to, że ma racje, a on mi na to, że wie, a ja mu na to, że jest socjopatą, a on mi na to, że wie, a ja mu na to, że i tak go kocham, a on mi na to, że też wie i wtedy z ukrycia wyskoczą ninja, którzy go zwiążą i zabiorą do mojego domu, wtedy Sherlock zacznie mi opowiadać, jak to tu ktoś  kiedyś mieszkał i co robił, a ja mu powiem, że nie mógł tu wcześniej mieszkać, bo dom był kupiony w stanie surowym i trzeba było go remontować, a on mi na to, że wiedział i blefował, a ja mu na to, że nie powinien blefować, bo to umniejsza jego mądrości, a on mi na to, że nie jest mądry tylko inteligentny i wtedy napijemy się herbaty, a on mi powie, że jest obrzydliwa, a ja mu powiem, że u nas w Polsce nie pijemy tego paskudztwa, którym jest herbata z mlekiem, a on się nie zna, a on mi powie, że jest Anglikiem i zna się lepiej ode mnie, a ja mu powiem, że Hindusi znają się lepiej od Anglików, bo herbata rośnie w Indiach, a on mi na to, że w Indiach nie piją herbaty, bo jest gorąca, a tam jest gorąco, a ja mu na to, że Hindusi to gorący ludzie i lubią gorące rzeczy, jak klimat czy napoje. A potem go zapytam, co robił pod tamtym drzewem, a on mi powie, że szukał mordercy, a ja go zapytam jakiego, bo może go znam i mu pomogę. I przeniosę się na Baker Street 221B i Watson nie będzie mnie lubił, ani pani Hudson, a Sherlock będzie miał mnie w dupie, bo jest socjopatą i tylko Gladstone będzie mnie lubił, bo będę go karmiła resztkami ze stołu, a Watson będzie się na mnie wkurzał i powie, żebym przestała, bo Gladstone przytyje i wzrośnie mu cholesterol i będzie chory, a ja mu na to, że wtedy weźmiemy go do lekarza, a on mi na to, że on jest lekarzem i wie, co jest najlepsze dla jego psa lepiej ode mnie, a ja mu na to, że ja mam dwa psy i lepiej wiem, jak się nimi opiekować, a oni mi wtedy, że jak mam dwa to żadnemu nie poświęcam odpowiedniej ilości uwagi, a ja mu na to, że nieprawda, bo zaniedbuję jednego, żeby zajmować się drugim, co postawi mnie w złym świetle, ale i tak będę miała rację. A potem wszyscy popadniemy w długi, bo ninja, które wynajęłam, żeby porwały Sherlocka, były drogie i nie będzie mnie stać na czynsz, a jak nie będzie mnie stać na czynsz to pani Hudson jeszcze bardziej mnie znielubi i przestanie mi zmieniać pościel, a jak przestanie mi zmieniać pościel to będę śmierdzieć, a jak będę śmierdzieć to policjanci nie będą mnie wpuszczać na miejsce zbrodni, a jak nie będą mnie wpuszczać na miejsce zbrodni to nie będę mogła pomagać w śledztwie i będę tylko zawadzała Sherlockowi i wyrzuci mnie na bruk, a jak wyrzuci mnie na bruk to nie będzie komu dokarmiać Gladstone'a, a wtedy on schudnie i będzie miał więcej energii i będzie chciał się bawić i  Watson będzie musiał poświęcać swój czas na zabawę z nim, więc będzie musiał rozwiązywać sprawy w nocy, więc nie będzie się wysypiał i będzie popełniał błędy, a jak będzie popełniał błędy to straci reputację i jego też przestaną wpuszczać na miejsce zbrodni i wtedy zostanie tylko Sherlock, który jest socjopatą i obrazi policjantów i wtedy i jego przestaną wpuszczać na miejsce zbrodni i nie będzie komu rozwiązywać zagadek i nie będą zarabiać i nie będą płacić czynszu i pani Hudson, która wyrzuci ich na bruk i zamieszkają pod mostem i Mycroft uzna to za hańbę i wydziedziczy Sherlocka i w ten sposób odetną się ich wszystkie fundusze. A jak będą mieszkać pod mostem to  zachorują na tyfus, a Watson będzie próbował ich leczyć, ale nie będą mieli pieniędzy na leki, więc  Watson umrze pierwszy, bo będzie się bardziej troszczył o Sherlocka, a Sherlock nie będzie się opiekował Gladstone'em i Gladstone też umrze i Sherlock będzie umierał samotnie i stwierdzi, że gdyby mnie nie spotkał to to by się nie wydarzyło i stwierdzi, że to twoja wina, bo podniosłaś mnie wtedy na huśtawce i przeznaczy resztę swojego życia, żeby cię znaleźć i zabić i właśnie dlatego nie możesz mnie podnieść w górę na huśtawce, bo zginiesz.

________________________________________
 Taka tam tyrada, walnięta na spontana w czasie wakacji xD  Oxy to w zasadzie zaczęła, jak widać powyżej i to ona to w zasadzie spisała. Mimo wszystko publikuję to ja, poprzez minimalne prawo do praw autorskich ;)  Traktuje to bardziej jako taki zapychacz, przed notką, która być może niedługo się ukaże. Mało ambitne, wiem, ale jak oznajmiłam na wstępie wszystko co potrzebne do pisania, zrobiło sobie wakacje ^^" 
Niech Wena będzie z Wami, 
Piegus.

piątek, 12 lipca 2013

Terapia

Szpital artystyczny
Wydział literatury
Raport nr 35567 z dnia 12.07.2013r.
Pacjent: Oxymora
Lekarz: dr Stanisław Papirus
***
O: Dzień dobry.

SP: Witaj, witaj. Proszę, usiądź. Powiedz, co cię do mnie sprowadza? Z tego co wiem, do tej pory zasięgałaś porady specjalisty od fanfiction.

O: Tak, to prawda, ale tym razem mam coś bardziej… ogólnego.

SP: Słucham. Z czym masz problem?

O: Więc… Nawiedza mnie pewna postać. Nie wiem praktycznie nic, oprócz tego, jakie relacje ją łączą z kilkoma osobami i znam kilka nieistotnych sytuacji. Co gorsza, jest rozmazana. Raz pokazuje się poważna i cyniczna, raz zakręcona i wesoła. Sama nie wie, co chce robić, jaka być. Tyle tylko, że domaga się czegoś dłuższego. Miniaturka, nawet zbiór miniaturek czy cykl jej nie wystarczy. Nie, ona domaga się… pełnego metrażu.

SP: Rozumiem… Kiedy to się zaczęło?

O: Nie pamiętam daty, ale miesiąc, może dwa temu. Wracałam ze szkoły i bawiłam się parasolką i wtedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, zachowywała się jak moje odbicie. Towarzyszyła mi aż do domu. Potem pojawiała się czasem, nieregularnie, za każdym razem trochę inna, ale jedna rzecz się nie zmieniała — zawsze miała przy sobie parasolkę.

SP: Więc, jeśli dobrze zrozumiałem, masz postać, rozmazaną, ale nie masz… fabuły?

O: Dokładnie.

SP: Czy komuś o tym mówiłaś?

O: Tak, przyjaciółce. Poradziła mi poczytać kilka książek i może na coś wpadnę. I jeszcze zrobiłam kartkę, na której spisałam pomysły co do niej. Widział to mój przyjaciel i też podrzucił mi jeden. *szelest papieru* Ten ostatni jest jego i podoba mi się, ale… sama nie wiem.

SP: (. . . . .)
~*~
Pewnie właśnie zastanawiacie się, czym, do licha, jest to coś na górze. Cóż, jest to moja „terapia”, którą zaleciłam sobie ja sama, bo mi się nudziło xD
Jakkolwiek problem przedstawiony powyżej jest jak najbardziej prawdziwy i aktualny, a wypowiedź doktora urwana z prostej przyczyny — gdybym umiała ją napisać to nie pisałabym tego na górze.
Teraz słuchajcie czytajcie!
Jeśli ktoś z was ma pomysł na to, co mógł powiedzieć doktor Papirus — piszcie! Zróbmy sobie taki mały konkurs xD
Najbardziej pomocna rada zapełni miejsce kropek!

Taa, wiem, szału nie ma z taką nagrodą, ale, do licha, potrzebuję pomocy! xD

sobota, 25 maja 2013

Cykl Krótka historia: Huncwotów

Fandom: Harry Potter


Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz.
Julian Tuwim
- Pierwszy rok, to tutaj.
- Robimy wielkie wejście?
- Jasne!
Otworzyli z rozmachem drzwi i weszli do pokoju.
- Cześć. Jestem James Potter, a to Syriusz Black.
- Miło mi. Remus Lupin.
- Peter Pettigrew.
***
- Nudy - jęczał Black.
- Możesz się pouczyć - Remus podniósł wzrok znad książki.
- Żartujesz, tak?
- O to chodzi! - Krzyk okularnika.
- O co?
- Żart! Tej szkole przyda się trochę śmiechu.
- Co wy chcecie zrobić? A jak was złapią?
- Oj, Remi… A co nam mogą zrobić? Najwyżej wlepią nam szlaban. Przecież to tylko mały kawał pierwszoroczniaków. Tak na poprawę nastroju… Przecież nie będziemy robić tego codziennie…
***
- Powinniśmy się jakoś nazwać…
- Po co?
- No, jakąś grupę tworzymy, to może nazwa by się przydała…
- Hmm… Co powiecie na Kawalarze?
- Nie, to nie to. Łobuzy?
- No co ty… Jesteśmy łobuzami? - Spytał z niewinną minką.
- Racja… To musi być oryginalne, pasować do nas, ale nie obrażać. Remus, czytasz dużo książek, znasz jakieś takie słowo?
- Zdaje się, że gdzieś na coś takiego wpadłem. Jak to szło… Huncwot!
***
- Wiem jak pomóc Remusowi!
- Jak?
- Zostaniemy animagami!
- Że co?!
***
- Hogwapa!
- Co?
- Zróbmy specjalną mapę całego Hogwartu i nazwijmy ją Hogwapa!
- To może lepiej Mapa Huncwotów?
***
- Udało się!
- Czemu jestem jeleniem? - Usłyszeli naburmuszony głos chłopaka.
- No właśnie. Przecież powinieneś być łosiem. Aua! - Krzyknął, gdy dostał po głowie. - Za co?
***
Pełnia. Nigdy nie mieli zapomnieć tego uczucia. Patrzeć na cierpienie przyjaciela i nie móc mu pomóc…
***
- Nie rozumiem, jak możecie być tacy spokojni… Uczyliście się choć trochę?!
- Lunio, spokojnie. My to wszystko już umiemy.
- Przygotowalibyście się chociaż raz…
- Po co? To tylko egzaminy…
- Tylko egzaminy - prychnął. - To przecież sumy!
***
- Jak ten czas leci… Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj planowaliśmy pierwszy kawał…
- Rogaś… A ciebie co nagle naszło z tymi wspomnieniami?
- A nie wiem… Może to przez te owutemy… Uświadomiłem sobie, że niedługo kończymy szkołę…
- Hej, przecież dalej będziemy Huncwotami, nie?
- No jasne!
***
- Panie, jestem Strażnikiem Tajemnicy Potterów…
- Wspaniale, Glizdogonie…
***
- Lily, bierz Harry’ego i uciekaj! To on! Idź! Uciekaj! Ja go zatrzymam…
- Avada Kedavra!
***
- No, dalej, postaraj się, przecież potrafisz!
Drugi promień trafił go w pierś.
***
Walczył z Dołohowem. Starał się.
- Avada Kedavra!
***
- Wiecie co… - Zaczął czarnowłosy.
- Co? - Spytał okularnik.
- Nudzę się…
- A to znaczy…
- O nie… Czy wy nie jesteście już na to za starzy? - Jęknął blondyn.
- Starzy? Huncwot nigdy się nie starzeje!
- Jeszcze cała wieczność… Mamy problem…
- Jacy my?
- Wszyscy tutaj…
- Chłopcy, o czym tak rozmawiacie? - Podeszła do nich kobieta z różowymi włosami.
- Oni chcą rozwalić zaświaty!

niedziela, 27 stycznia 2013

Małe-wielkie zmiany, czyli Ta-Która-Wywróci-Wszystko-Do-Góry-Nogami

 
                                     Drodzy Czytelnicy.
             Z sadystyczną satysfakcją, pragnę oznajmić Wobec i Wszem, gdziekolwiek to jest, iż blog ów został opanowany przez armię  śmierciożerców. Dobra, może nie do końca. Jest gorzej.
          Ten oto list, bynajmniej nie został napisany przez  znaną już wam internetową33. Zamknęłam ją w szafie, zatkałam usta jogurtem i  przejęłam władzę nad  światem.
Tyle że Zośka się uwolniła i  moje panowanie zostało znacznie ograniczone. Dokładniej mówiąc, do współtworzenia tegoż oto bloga.  Jak już się zapewne domyślacie, oznacza to  z mojej strony przejawy pewnej......no.....nazwijmy to twórczością. Reasumując: Przybyłam się przywitać :)
Z góry przepraszam za wszelkie uszkodzenia psychiczne. To naprawdę nie moja wina, że dwanaście razy zwiewałam z psychiatryka. Wiecie, te kaftany czasem drapią... Jeśli chodzi o jakieś informacje związane z mą osobą, to coś się pewnie wkrótce pojawi, ale nie będę Wam teraz przymulać :)
Tak po prawdzie, to  miałam już swego rodzaju (co prawda nikły) wkład w tutejsze  notki. Wspólnie napisałyśmy chyba ze dwie, a teraz (tylko nie mówicie Zośce, że wam powiedziałam) pracujemy nad   trzecią :)
     Nie będę już Was zanudzać, więc powiem tylko, że mam szczere nadzieję, iż  choć po części  spełnię  Wasze wszelkie oczekiwania  i godnie uda mi się wspomagać ten blog :) Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę tu pisać i  cieszę się na myśl o przyszłych komentarzach (gdyż wierzę, że takowe się pojawią).
                                                                                              Niech Avada będzie z Wami,
                                                                                                              Piegowata

P.S.  Tak na dobry początek, wstawiam Wam coś, co według mnie miało być drabble, ale Zośka nazwała to Mini-Miniaturką. No cóż, nic nie poradzę, że lubię się rozpisywać xD Acha, Zośce padł net, więc jest sprawdzone ;/ Przepraszam, jeśli są błędy.

Fandom: Harry Potter

"Udręka"


Obowiązek. Parszywy, niegodny obowiązek. Powinność, która plugawi honor i wyniszcza wszelką godność.  Zafajdany przymus, przed którym nie ucieknie. Ale nie można się poddać. Kiedyś mu się uda, na pewno. Wywinie się tym nikczemnikom i odzyska dawny spokój ducha. Zacisnął  pięści. Pamiętał jeszcze czasy, gdy nie było tego paskudztwa. Tej perfidnej nieczułości w czynach ludzi, którym ufał. Ufał i kochał. A oni go zdradzili. Pozostawili samego i obrócili przeciw niemu. To bolało go najbardziej. Ciemność owinęła się wokół jego twarzy. Skulony i przerażony, zmuszony do ucieczki.  Tak bardzo by chciał, by to nie działo się naprawdę.  Może zaraz się obudzi, a ten koszmar dobiegnie ku końcowi... A najgorsze miało dopiero nadejść. Nieuchronnie zbliżał się czas klęski. Czas upokorzenia.  Został sam na tym polu walki. I nikt mu już nie pomoże. Odetchnął parę razy głęboko. Bał się. To oczywiste. Każdy na jego miejscu byłby przerażony. Nie potrafił już być bohaterem. Nie umiał stanąć tam i dobrowolnie pozwolić się ukorzyć. Chciał walczyć, ale ich było więcej.  Byli silniejsi i nic nie mógł na to poradzić. Jedyne co dane było mu teraz robić, to czekać. Odetchnął głęboko, wciskając się w kąt swego schronienia. Prędzej czy później go znajdą i wtedy nie będzie już nadziei...
 Zaskomlał, gdy światło niespodziewanie wdarło się do jego jedynej ostoi.
 - Syriusz, ty zapchlony kundlu! Kiedyś musisz wziąć kąpiel!


EDIT 28.01.2013
Korzystając z władzy, jaką daje mi miano administratorki tego bloga (tak, tak, Pieguska, znaj swoje miejsce w hierarchii ;P) robię mały włam do tej notki xD Miniminiaturka została na szybko sprawdzona pod względem interpunkcji, ale podkreślam: na szybko. Możecie zwalić to na to, że jest wpół do trzeciej w nocy i jakoś tak nie chce mi się w to bardziej zgłębiać xD Wypowiedzi Piegowatej nie poprawiałam, niech ma tę iluzję wolności słowa i tego, że wcale nie jest infiltrowana i wszystko co napisze nie może być przeze mnie zmienione wedle życzenia ^.^
To by było na tyle, pozdrawiam,
internetowa.33 :D

niedziela, 3 czerwca 2012

Jak zostać najlepszym dyrektorem Hogwartu

Fandom: Harry Potter

11 porad jak zostać najlepszym dyrektorem Hogwartu (Dlaczego 11, a nie 10? Bo zawsze trzeba być o 1 krok do przodu!)
1. Postaraj się o długą siwą brodę. Będziesz w niej wyglądać mądrzej.
2. Zachowuj się jak idiota, aby ludzie myśleli, iż jesteś tak mądry, że aż głupi.
3. Zainwestuj w specjalne soczewki z opcją włączania wesołych ogników.
4. Wrzuć potężnemu czarnoksiężnikowi węża do majtek, aby uczynić z niego swojego wroga i wzbudzić w nim strach przed tobą.
5. Wyposaż swój gabinet w dziwaczne urządzenia, których działania nigdy nie pojmiesz. Udawaj, że wiesz, do czego służą.
6. Pokalecz sobie dłoń w akcie heroizmu.
7. Zaopatrz się w dziwnego brata.
8. Postaraj się o rodzinną tragedię.
9. Spraw, aby jeden z twoich uczniów okazał się niegodny nauki w Hogwarcie i uczyń z niego gajowego mieszkającego w zapyziałej chatce na obrzeżach mrocznego lasu pełnego niebezpieczeństw i złaknionych krwi stworzeń, aby pokazać swoją wspaniałomyślność.
10. Traktuj jak wnuczka najsławniejszego smarkacza twojego stulecia.
11. Weź sługusa swojego wroga (patrz punkt 4.) i mów wszystkim, że mu ufasz, by ten cię ukatrupił, robił za czarny charakter przez siedem książek opowiadających o smarkaczu (patrz punkt 10.), by na końcu okazać się tym dobrym.


ŻYCZYMY MIŁEGO PANOWANIA NAD NAJSŁAWNIEJSZĄ SZKOŁĄ MAGII NA ŚWIECIE!
(Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za nagły napływ genialnych dyrektorów do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart)

~*~
Witajcie!
Kartka i Pióro zostało właśnie oficjalnie otwarte! Na nowo. Zaczynamy wszystko od początku. Stare posty zostały przeniesione na ten adres. Proszę osoby, które chcą być powiadamiane o wpisanie się do zakładki "Powiadamiam".
Jeśli chodzi o komentarze... Niektórzy z was mogą nie mieć konta na bloggerze. Dlatego umieszczę instrukcję, co zrobić, aby podpisywać się własnym nickiem (wierzę, że dałybyście sobie radę, ale mnie samej coś takiego by się przydało, bo nie miałam zielonego pojęcia, że tak można xD)
1. W pasku, w którym jest napisane "Konto Google" (czy jakoś tak xD) wybieramy opcję "Nazwa/adres URL"
2. Wpisujemy, jak chcemy się podpisać.
3. Gotowe!
Jutro przybędzie następna notka.
Do napisania!
EDIT!
O czymś musiałam zapomnieć. Serdeczne podziękowania składam najdroższej Julce, bez której nie powstałyby co śmieszniejsze punkty i ukochanej Leeni, która ratuje moje notki przed błędami.
Kocham Was, dziewczyny!

piątek, 25 maja 2012

M - Sowa


Szukając skrzynki pocztowej
niosłem list przez miasto.
[...]
Latający dywan znaczka
chwiejne litery adresu
plus pod pieczęcią ma prawda
szybująca ponad morzem.
Tomas Tranströmer

               Po raz kolejny usiadła przy biurku, chwyciła pióro i pochyliła się nad pergaminem. Po raz kolejny krytycznie przyjrzała się atramentowym kreskom układającym się w litery, a litery w słowa, a słowa w zdania… Po raz kolejny z westchnieniem wyrzuciła zapisaną kartkę do kosza…
               Czemu to wydawało się takie trudne? To powinno być proste! Ale nie było… Przecież już jutro pierwszy września! Tik, tak, tik, tak… Czas ucieka, a ona ciągle nie umiała napisać wiadomości. Czemu tak się bała? To nie koniec świata!
               Przetarła dłonią oczy i spojrzała na zegarek. Powinna iść spać. I tak niczego nie napisze… Położyła się z postanowieniem, że następnego dnia w końcu wyśle list.
***
               Peron 9¾ jak zwykle był pełny matek pouczających swoje dzieci i przyjaciół witających się po dwumiesięcznej przerwie. Ekspres Londyn-Hogwart pewnie zachwyciłby ją jak każdego roku, ale teraz jej głowę zaprzątały myśli o tym jak sformułować wiadomość.
               Kiedy znalazła wolny przedział wyjęła z kufra pergamin, pióro, kałamarz i jakąś książkę. Używając podręcznika jako podkładki zaczęła pisać, jednak gdy pociąg ruszył musiała zrezygnować. Podskakiwanie pojazdu sprawiało, że litery były nieczytelne. Pozostało jej tylko układaćs łowa w głowie.
***
               Podczas uczty była nieobecna. Wciąż błądziła myślami po linijkach tekstu. Chyba coś do niej mówili. Ktoś szarpnął jej ramię.
               - Odezwij się wreszcie!
               Spojrzała przyjaciółce w oczy.
               - Wybacz mi, ale mam… pewną sprawę do załatwienia. Muszę to przemyśleć…
               Wzrokiem wyszukała prefekta i zapytała go o hasło do pokoju wspólnego. Po chwili nie było jej już w Wielkiej Sali.
***
               Postawiła ostatnią kropkę i jeszcze raz przeczytała treść. Skrzywiła się, ale postanowiła już nic nie poprawiać. Zostanie tak, jak jest, pomyślała. Wyszła z dormitorium i ruszyła do sowiarni.
               Kiedy była na miejscu, rozejrzała się za swoją sową. Ta, jakby wiedząc, czego chce jej właścicielka usiadła jej na ramieniu prostując nóżkę. Po chwili leciała przez mroczne niebo, aby dostarczyć wiadomość.
***
               Świt. Słońce leniwie wpełzało do pomieszczenia. Przez otwarte okno wleciała sowa. Okrążyła pokój i po chwili już jej nie było. Zostawiła jednak na biurku list.
Moi Drodzy!
Piszę to, aby poinformować Was, że przez najbliższy miesiąc nie będę wchodziła na blogi. Ani swoje, ani Wasze. W ogóle z komputera będę korzystała tylko pracując na lekcjach informatyki, a i wtedy nie będę udzielać się internetowo. Nie będę tu tłumaczyła, dlaczego, bo nie mam na to siły… Powiem tylko, że to wynika z pewnego mojego postanowienia, które kiedyś będę musiała spełnić…
Jeśli chcecie poznać szczegóły, postaram się to wyjaśnić za miesiąc na gadu-gadu. Wystarczy do mnie napisać :)
Tak więc… Znak życia dam najwcześniej 1 października.
Do napisania,
Zosia
~*~
Na starym blogu to robiło za informację, tyle że ładnie opakowaną. Nie jest tu potrzebne, ale wszystko to wszystko xD

Cykl Krótka historia: Cedrika Diggory'ego

Fandom: Harry Potter

Cel życia jest poza życiem.
Filimin Zejcow

               Mały chłopczyk siedział pod choinką i właśnie rozpakowywał kolejny prezent. Po zdjęciu papieru jego oczy rozszerzyły się do rozmiaru spodków. Szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy, a po chwili śmigał po całym domu na miniaturowej miotełce.
***
               W okno pukała sowa. Wpuścił ptaka do pokoju. Ten tylko rzucił list na szafkę nocną i wyleciał. Otworzył kopertę, a z niej coś wypadło. Przyjrzał się i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Uszczypnął się. To było naprawdę. Został kapitanem drużyny!
***
               - Słuchajcie,gramy mecz z Gryfonami - w odpowiedzi usłyszał głuchy jęk. - No co jest? Damy radę! Może mają dobrych zawodników, ale nie tylko oni! Jesteśmy drużyną, czy nie? No dalej! - Wyciągnął swoją rękę. Po chwili pozostali członkowie położyli swoje dłonie na jego.
               - Trzy, cztery…HUFFLEPUFF!
***
               - Mów, synu. Jak to dokładnie było?
               - Pisałem ci w liście. Spadł z miotły, to był wypadek…
               Ojciec jakby go nie usłyszał.
               - Ced, będziesz miał co opowiadać swoim wnukom. Pokonałeś samego Harry’ego Pottera!
***
               - Synu, jedziemy na finał mistrzostw świata!
               - Co?!
               Nie mógł uwierzyć we własne szczęście… Będzie mógł to zobaczyć, naprawdę to zobaczy… Już nie mógł się doczekać…
***
               Wstrzymał oddech…Krum był niesamowity, jeszcze nigdy nie widział zwodu Wrońskiego na żywo… Po skończeniu Hogwartu będzie ostro ćwiczył, dostanie się do drużyny, może nawet kiedyś pokona Kruma…
***
               - Reprezentantem Hogwartu jest Cedrik Diggory!
               Z szerokim uśmiechem na twarzy, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście, wszedł do komnaty za stołem nauczycielskim.
***
               W jego ręce spoczywała figurka szwedzkiego smoka krótkopyskiego. Na jego szyi wisiała jedynka. Miał wyjść pierwszy…
***
               Wynurzył się z jeziora i podpłynął do brzegu. Nie było jeszcze żadnego zawodnika, był pierwszy…
***
               - Na trzy, dobra? Jeden… dwa… trzy…
               Złapał za uchwyt. Poczuł szarpnięcie w pępku. Po chwili upadł na ziemię i rozejrzał się. Coś było nie tak… To był jakiś cmentarz…
(…)
               - Zabij niepotrzebnego.
               - Avada kedavra!
               Zielone światło.
***
               Stał na cmentarzu, w tym samym miejscu, co przed chwilą. Ale przecież dostał Avadą… Nie powinno go tu być… Co on tu robił? Zaczął się rozglądać. Na ziemi zobaczył… siebie… Leżał tam z rozpostartymi ramionami, ale… przecież on stał tutaj… Spojrzał na swoje ręce, były pół przezroczyste… Czyli… był duchem. Powoli dochodziła do niego prawda. Umarł… Nie żyje… Już nigdy nie zagra w quidditcha, nie zostanie kapitanem drużyny… A jego ciało?Nikt nie wie, gdzie oni są, nie będzie miał pogrzebu… Może właśnie dlatego został na ziemi? Duchy zostają, kiedy mają nie dokończoną sprawę. On musiał zorganizować sobie pogrzeb…
               Nie był tu sam... Coś się działo… Jeszcze raz się rozejrzał. Zobaczył Harry’ego, stojącego w środku koła wytworzonego z postaci w czarnych płaszczach a przed nim stał… On. Voldemort. Dziwne, teraz nie bał się tego imienia. Coś mówił. Podszedł bliżej i zaczął się przysłuchiwać.
               - Pokłoń się śmierci, Harry…
               Śmierciożercy wybuchli śmiechem.
               Teraz dopiero miał okazję przekonać się, dlaczego wszyscy bali się tego czarnoksiężnika. Wciągu kilku minut rzucił na Harry’ego Cruciatusa i Imperiusa bez mrugnięcia okiem, jakby to były zwykłe zaklęcia rozbrajające…
               Nagle obaj naraz krzyknęli formułki zaklęć:
               - Expelliarmus!
               - Avada kedavra!
               Strumienie świateł z różdżek zetknęły się, promień stał się złoty. Harry i Voldemort poszybowali w górę. Szybko pobiegł za nimi, to samo uczynili śmierciożercy. Po chwili promień rozszczepił się i stworzył klatkę wokół dwójki walczących. Coś się musiało stać, nie widział z tej odległości co, bo twarz Voldemorta wykrzywiła się w strachu.
               Nagle poczuł jakby coś go rozszczepiło. Jakaś część jego nagle znalazła się w złotej klatce. Mógł zobaczyć z bliska Harry’ego i Voldemorta i… oni go chyba też widzieli. Harry musiał wygrać, a on mógł mu pomóc, dać jakąś wskazówkę… Zdobył się tylko na:
               - Trzymaj mocno, Harry.
               Z różdżki Voldemorta wychodziły kolejne zjawy. Kiedy wyszła jakaś młoda kobieta, Harry dygotał jeszcze bardziej. Powiedziała słowa, które niemało zdziwiły Cedrika:
               - Twój ojciec zaraz tu będzie - to musiała być jego matka! Mógł się tego domyślić. - Chce cię zobaczyć. Uda ci się, Harry… trzymaj… nie puszczaj…
               Pojawiła się kolejna zjawa. To bez wątpienia był ojciec Harry’ego. Podobieństwo było widać na pierwszy rzut oka.
               - Kiedy przerwie się połączenie, pozostaniemy jeszcze tylko przez kilka chwil, ale damy ci czas na dotarcie do świstoklika. Powrócisz nim do Hogwartu… Rozumiesz, Harry?
               Powrócisz nim do Hogwartu… Powrócisz do Hogwartu… Powrócisz… W jego głowie rodził się pomysł… Ale czy mógł prosić go o taką przysługę?
               - Tak - usłyszał młodego Pottera. Teraz albo nigdy…
               - Harry, zabierz ze sobą moje ciało, dobrze? Zabierz moje ciało, oddaj je moim rodzicom…
               - Zrobię to. - Odetchnął z ulgą.
               - Zrób to teraz - powiedział jego ojciec. - Bądź gotów do biegu… zrób to teraz…
               - TERAZ! - krzyk Harry’ego. Przerwał nić i rzucił się do pucharu. Cedrik razem z innymi zjawami otoczył Voldemorta. Nie mogli pozwolić, żeby dopadł Harry’ego. To nie potrwało długo, wkrótce znów był tylko jeden on. Zobaczył jak Potter ucieka przed zaklęciami. Był już blisko. Chciał mu pomóc, chciał pomóc, ale jak? Harry dobiegł do jego ciała, nagle on sam znalazł się przy nim. Wszystko jakby działo się w zwolnionym tempie… Harry nie sięgał pucharu. Krzyknął: Accio! I zniknął… Po chwili Cedrika otoczyła biel…
***
               Biało, biało,wszędzie biało… Ale to nie była taka biel jak w skrzydle szpitalnym, ona była… przyjemniejsza, nie tak rażąca oczy. Poczuł wszechogarniający spokój. Już nie myślał o tym, że nie żyje. Zastanawiał się tylko, gdzie tu trzymają miotły i czy mają boisko do quidditcha…

Cykl Krótka historia: miłości Jamesa Pottera

Fandom: Harry Potter

Kochać - to zaprzeć się samego siebie, porzucić wszelki możliwy umiar oraz rozsądek - i pędzić najkrótszą drogą do krainy najwspanialszej rozkoszy, kojącej ludzkie serce.
Arystoteles
               W dormitorium było dwóch czarnowłosych chłopców. Jeden, z okularami na nosie, odezwał się:
               - Wiesz co… Ta Lily Evans jest nawet fajna… Może się z nią umówię?
               - Jesteś pewny? Mi wygląda na kujonkę…
               - Ale ładną kujonkę…
***
               - No to ruszam…
               - Trzymam kciuki…
               - Obejdzie się.
               Zmierzwił sobie włosy i wyszedł na korytarz.
               - Hej, Evans. Umówisz się ze mną?
               - Spadaj, Potter.
               Odwróciła się i odeszła. Poczuł, że ktoś klepie go po ramieniu.
               - Zaraz… Że co? - Powoli wychodził z szoku.
               - Odmówiła ci, stary…
               - Co?!
***
               - Evans, umówisz się ze mną?
               - Spadaj, Potter.
               - Ale czemu?
               - Bo jesteś palantem, znęcasz się nad innymi, przez ciebie Griffindor ciągle traci punkty, bez przerwy mnie śledzisz i wyznajesz miłość na każdym kroku, zachowujesz się jak dziecko… Wymieniać dalej?
***
               - Liluś…
               - Tylko nie Liluś, Potter. Czego chcesz? - Podniosła głowę znad wypracowania.
               - Umówisz się ze mną?
               - W twoich snach.
               - A gdybyśmy przyjęli, że jesteśmy w moim śnie?
               - Potter, zrozum wreszcie, że ja się nigdy z tobą nie umówię! Nienawidzę cię. Nienawidzę tego twojego napuszonego łba, nadętego ego, bezczelności, po prostu cię nienawidzę!
               - Od nienawiści do miłości tylko jeden krok… - Uśmiechnął się.
               - Uh! - warknęła.
***
               - Lily…
               - Nie, nie umówię się z tobą, Potter - powiedziała nawet nie podnosząc wzroku znad papierów trzymanych w dłoni.
               - Czemu nie dasz mi szansy? - Spojrzała na niego.
               - Bo… Ja… Nie wiem…
***
               - Rogaś, a ty co taki szczęśliwy?
               - Lily się ze mną umówiła!
               - Co?! - Przyjaciel opluł go sokiem, a cała Wielka Sala ucichła i wszystkie oczy patrzyły na niego ze zdziwieniem.
***
               - Czy ty, Lilyanne Evans, bierzesz za męża tego oto Jamesa Pottera?
               - Tak.
***
               Chodził w tę i z powrotem. Nie znosił czekania. Ale co mógł zrobić? Denerwował się. Czuł, że zaraz wyjdzie z siebie. W końcu zza drzwi usłyszał płacz dziecka.
***
               - Tata.
               Serce mu zmiękło. Wzruszył się. On, James Potter, Rogacz, Huncwot, najzwyczajniej w świecie się wzruszył…
***
               - Lily, bierz Harry’ego i uciekaj! To on! Idź! Uciekaj! Ja go zatrzymam…
               - Avada Kedavra!
               Zobaczył zielone światło.
***
      JAMES POTTER
urodzony 27 III 1960 roku
   zmarł 31 X 1960 roku

LILY POTTER
urodzona 30 I 1960 roku
zmarła 31 X 1981 roku
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.

Cykl Krótka historia: Syriusza Blacka

Fandom: Harry Potter

Przetrwać, przetrwać życie, potem damy już sobie radę!
Stanisław Jerzy Lec

                Serce biło mu mocno. Musiał tam trafić, musiał.
                Hmm… Black. Zobaczmy co masz w tej głowie… A to ciekawe… W takim razie…
                - GRYFFINDOR!
***
                Był cały blady, trząsł się.
                - Hagridze, co tu się stało?
                - Lily i James… Nie żyją…
                Zbladł jeszcze bardziej. Nastała chwila milczenia.
                - Ale…jak?
                - Sam-Wiesz-Kto… Znalazł ich…
                Bezsilnie upadł na kolana wpatrując się w dużą dziurę w ścianie.
                - Syriuszu… Ich synek żyje…
                Wstał gwałtownie.
                - Żyje? - W odpowiedzi na pytanie ujrzał roczne dziecko w ramionach olbrzyma. - Daj mi Harry’ego, jestem jego ojcem chrzestnym, zajmę się nim.
                - Nie, Dumbledore powiedział, że Harry ma być u ciotki i wuja.
                - Co?! Przecież mogę się nim zająć! Po za tym Lily ciągle opowiadała o tej swojej siostrze i jej mężu. On nie będzie mógł z nimi żyć!
                - Skoro Dumbledore powiedział, że Harry ma z nimi mieszkać, to nie mogą być tacy źli.
                Nastała chwila milczenia. W końcu odezwał się:
                - Bierz mój motor, nie będzie mi już potrzebny.
***
                - Lily i James… Syriuszu! Jak mogłeś!
                Wściekłość ogarnęła całe jego ciało. Jak śmiał?! Zdradził ich, a teraz udaje, że to nie on! Nie zdążył wyciągnąć różdżki. Nastąpił wybuch. Kiedy pył opadł, zobaczył lej pośrodku ulicy. Dwunastu mugoli leżało martwych. Kiedy przyjrzał się bliżej, ujrzał palec. Pewnie gdzieś biegał szczur. To było dla niego za wiele. Wybuchnął śmiechem. Nie miał już nic do stracenia. Został bez żadnych przyjaciół. Jeden nie żył, drugi pewnie myślał, że jest zdrajcą, a trzeci się nim okazał. Wkrótce wokół niego zaczęli aportować się czarodzieje.
***
                Smutek. Rozpacz. Jęki. Płacz. Nie ma nadziei… Nie ma szczęścia… Ale czym jest nadzieja? Co to szczęście? Zginie. Postrada zmysły. Jak wszyscy. Ale on jest niewinny! To nie on! To ten parszywy szczur. Zdrajca, krętacz, oszust, tchórz. Peter Pettigrew…
***
                Zdjęcie.Od razu go rozpoznał. Był w Hogwarcie, tam gdzie Harry. Musiał go znaleźć, powstrzymać, zabić…
***
                Obserwował go pod postacią psa. Nie mógł się nadziwić, jak bardzo był podobny do ojca. Odwrócił się, ale go nie zauważył. Znów pochylił się nad kufrem, ale natychmiast wyprostował. Wyciągnął różdżkę i szepnął:
                - Lumos.
                Skierował światło w jego stronę i cofnął się. Wpadł na kufer i upadł. Machnął różdżką i po chwili stał przed nim Błędny Rycerz. Widać go wystraszył, ale przynajmniej pomógł mu znaleźć transport. Powoli się wycofał.
***
                - Wiesz, co to oznacza? Zdemaskowanie Petera Pettigrew?
                - Jesteś wolny.
                - Tak… Ale jestem też… nie wiem, czy ktoś ci powiedział… jestem twoim ojcem chrzestnym.
                - Tak, wiem o tym.
                - No więc… twoi rodzice wyznaczyli mnie twoim opiekunem. Na wypadek, gdyby coś im się stało… - Denerwował się. Jak zareaguje na to pytanie? - Oczywiście zrozumiem cię, jeśli będziesz chciał nadal zostać ze swoją ciotką i wujem. Ale… no… zastanów się. Bo kiedy zostanę oczyszczony z zarzutów… to jeśli chciałbyś mieć… inny dom…
                - Co?… Zamieszkać z tobą? Wyprowadzić się od Dursleyów?
                Mógł się tego spodziewać.
                - Nie ma sprawy, przypuszczałem, że nie będziesz chciał. Rozumiem. Ja tylko sobie pomyślałem…
                - Zwariowałeś? No pewnie, że chcę opuścić dom Dursleyów! A masz jakiś dom? Kiedy mogę się przenieść?
                Czy on usłyszał to, co usłyszał?
                - Chcesz? Naprawdę?
                - No pewnie!
                Po tych słowach na jego twarzy zagościł prawdziwy uśmiech. Po raz pierwszy od dwunastu lat…
***
                Czuł, jakby zaraz miał zwariować. Był więźniem we własnym domu, którego w dodatku nienawidził. Czy Dumbledore tego nie rozumie?! Nie miał co ze sobą począć. Nie mógł wychodzić nawet pod postacią psa. Dobrze przynajmniej, że nie było tu dementorów…
***
                Uchylił się przed czerwonym promieniem. Zaśmiał się szyderczo i ryknął:
                - No, dalej, postaraj się, przecież potrafisz!
                Drugi promień trafił go w pierś. Spadał. Wpadł za zasłonę. Czuł, że to już koniec…
***
                Jasność go raziła. Musiał przymrużyć oczy. Zobaczył jakieś kształty. Dwóch ludzi. Po chwili ich poznał. Nic się nie zmienili.
                - Lilka! Rogacz! Kopę lat!
                - Dokładnie to czternaście - uściślił James.
                - To jesteście już tu obyci. Dobre mają jedzenie?
                - Ty się nigdy nie zmienisz - mruknęła Lily.
                - A to źle? - uśmiechnął się łobuzersko. Wrócił ten dawny on, ten kim był w Hogwarcie. Kim był do pamiętnego trzydziestego pierwszego października 1981 roku. Znów był sobą. Znów był szczęśliwy…
(Informacje, niektóre wydarzenia i wypowiedzi zaczerpnięte z:
„Harry Potter i Więzień Azkabanu” str. 39-40; 218-230; 394-395
„Harry Potter i Zakon Feniksa” str. 880)